André Aciman, autor bestsellerowej powieści „Tamte dni, tamte noce”, której bohaterami są Elio i Oliver, odwiedził Kraków podczas 29. Międzynarodowych Targów Książki. Pisarz, znany z poruszania tematów miłości, tęsknoty i utraty, opowiedział w wywiadzie o swojej twórczości, adaptacjach książek i poszukiwaniu miejsca, które mógłby nazwać domem. Zdradził również, że pracuje nad powieścią o skrzypcach zaginionych podczas II wojny światowej, a jeden z jej wątków jest związany z Krakowem.
André Aciman o „Tamtych dniach, tamtych nocach”. Dlaczego historia Elia i Olivera wciąż porusza czytelników?
Od publikacji „Tamtych dni, tamtych nocy” minęło już niemal 20 lat, ale historia Elia i Olivera nadal wywołuje emocje. Zapytany o to, co najbardziej zaskoczyło go w reakcjach odbiorców, André Aciman wskazał przede wszystkim na znaczenie rozmowy Elia z ojcem, która pojawia się pod koniec powieści.
– Myślę, iż rozmowa, którą Elio odbywa ze swoim ojcem na samym końcu, poruszyła niemal wszystkich ludzi na świecie – powiedział pisarz.
Aciman przyznał, że otrzymuje wiadomości od czytelników, dla których ta scena miała szczególne znaczenie. Niektórzy piszą, że sami nigdy nie odbyli podobnej rozmowy ze swoim ojcem, choć bardzo tego potrzebowali. Inni odnajdują w powieści własne doświadczenia. Autor wspomniał również o młodych osobach, które pod wpływem książki zaczęły zastanawiać się nad możliwością przeżycia równie silnej miłości.
„Tamte dni, tamte noce” w wersji graficznej. Co André Aciman sądzi o adaptacji?
Podczas rozmowy poruszono także temat powieści graficznej stworzonej przez Sarah Maxwell na podstawie „Tamtych dni, tamtych nocy”. Aciman przyznał, że nie ingerował w pracę ilustratorki, podobnie jak wcześniej nie angażował się w realizację ekranizacji swojej książki. – Napisałem swoją powieść, powiedziałem już swoje, a cokolwiek zrobi ktoś inny, mam nadzieję, że będzie w porządku – wyjaśnił.
Zdaniem pisarza jednym z największych wyzwań dla Maxwell było przedstawienie Elia, którego wygląd nie został jednoznacznie określony w powieści. – Nigdy nie wiedziałem, jak wygląda Elio. Ale nagle widzę jego postać i mówię: tak, to dobry wygląd. To dobra tożsamość dla niego – przyznał Aciman.
Autor szczególnie docenił sposób przedstawienia sceny z brzoskwinią. Zwrócił uwagę na jej dyskretne ujęcie, pozwalające zachować znaczenie wydarzenia bez pokazywania wszystkiego wprost. Podobne podejście dostrzegł w filmowej adaptacji Luki Guadagnina.
Miłość, tęsknota i wspomnienia. Za kim naprawdę tęsknimy?
Jednym z tematów wywiadu była również natura tęsknoty. Pisarz został zapytany, czy po utracie bliskiej osoby tęsknimy za nią samą, czy może za tym, kim byliśmy w jej obecności. – Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Bo można myśleć, że tęskni się za tą osobą. Ale też za osobą, którą było się przy tamtej osobie – odpowiedział.
Aciman odniósł to pytanie do własnych doświadczeń. Przyznał, że w życiu poznał osoby, które go zmieniły i z którymi wiążą się ważne wspomnienia. Nie potrafi jednak jednoznacznie określić, czy wspomina właśnie te osoby, czy również samego siebie z tamtego okresu. Pisarz nie próbował udzielać prostej odpowiedzi. Podkreślił, że sam nadal zastanawia się nad znaczeniem tych emocji.

Jak pisze André Aciman? Jedno zdanie może powstawać przez kilka dni
W wywiadzie autor opowiedział także o swoim warsztacie literackim. Zapytany, czy podczas pisania scen emocjonalnych ważniejsze są odpowiednie słowa, czy rytm zdania, odpowiedział, że oba elementy mają dla niego jednakowe znaczenie. – Zawsze staram się pisać z właściwym rytmem. Nazywam to kadencją. Innymi słowy, kadencja musi być idealna. A słowa muszą idealnie współgrać z kadencją – wyjaśnił.
Przyznał, że znalezienie odpowiedniego brzmienia bywa czasochłonne. Zdarza się, że pracuje nad jednym zdaniem przez kilka dni, starając się jak najdokładniej oddać emocje bohatera. Choć w rozmowie zgodził się, że można nazwać go perfekcjonistą, przyznał jednocześnie, że wolałby, aby czytelnicy nie dostrzegali wysiłku włożonego w tworzenie tekstu. Zależy mu na wrażeniu naturalności.
André Aciman o „Stowaways”. Czy naprawdę znamy najbliższych nam ludzi?
Rozmowa dotyczyła również książki „Stowaways”, w której wiadomość odsłania nieznany wcześniej fragment czyjejś przeszłości. Prowadząca zapytała pisarza o przekonanie, że nawet najbliższe osoby mogą pozostawać dla nas częściowo nieznane.
Aciman przyznał, że wiele uczuć nigdy nie zostaje wypowiedzianych. Jako przykład podał sytuacje, w których ktoś przez lata skrycie darzy drugą osobę uczuciem, nie ujawniając tego ani jej, ani nikomu innemu. – I myślę, że morał tej historii jest taki, iż istnieje prywatne „ja”, nieprzeniknione dla wszystkiego, co je otacza, które odmawia kontaktu z prawdziwym światem – mówił pisarz. Według Acimana każdy może mieć doświadczenia i emocje, o których inni nigdy się nie dowiedzą.
Gdzie André Aciman czuje się jak w domu? „Nigdzie nie przynależę”
Ważnym wątkiem wywiadu było poczucie przynależności. Aciman, który mieszkał między innymi w Aleksandrii, Rzymie i Nowym Jorku, przyznał, że wspomnienia dawnych miejsc wciąż są obecne w jego codziennym życiu.
– Kiedy wracam myślami do mojego życia w Aleksandrii, a o Aleksandrii myślę w taki czy inny sposób każdego dnia… I o Rzymie też myślę każdego dnia – opowiadał. Pisarz wyjaśnił, że nie chce nadawać tym wspomnieniom jednego, niezmiennego znaczenia. Woli, aby pozostawały otwarte i mogły się zmieniać.
Zapytany o to, które miejsce uważa za swój dom, rozróżnił życie rodzinne od swojego wewnętrznego świata, związanego z wyobraźnią i pisaniem. – Żadne z tych miejsc, łącznie z tym, w którym obecnie mieszkam, tak naprawdę nie jest moim domem – powiedział.
Aciman przyznał, że Nowy Jork jest miejscem, do którego lubi wracać, ale nawet jego nie potrafi jednoznacznie nazwać domem. – Nigdzie nie przynależę. I to było moim przekleństwem, a jednocześnie także wybawieniem – stwierdził. Pisarz mówił o niejednoznaczności tego doświadczenia. Z jednej strony brak przynależności daje mu swobodę, z drugiej nie oznacza, że chce żyć w ciągłym poczuciu tymczasowości.
André Aciman zachwycony Krakowem. „Uwielbiam to miasto”

Podczas pobytu w Krakowie pisarz znalazł również czas na zwiedzanie. Opowiedział o wizycie na zamku znajdującym się na wzgórzu oraz spacerach po mieście. Kraków skojarzył mu się z Paryżem, choć zauważył różnice w układzie obu miast. Przyznał, że szczególnie lubi poznawać nowe miejsca bez wcześniej ustalonego planu. – Nie lubię zwiedzać w zorganizowany sposób. Lubię po prostu chodzić ulicami – powiedział.
Zapytany, co najbardziej zwróciło jego uwagę w Krakowie, nie potrafił jeszcze wskazać jednego miejsca. Podkreślił jednak, że chciałby dalej odkrywać miasto. – Uwielbiam to miasto. Nie mówię tego zwykle o miastach – przyznał.
Kraków w nowej powieści André Acimana? Pisarz opowiada o zaginionych skrzypcach
Zapytany o możliwość umieszczenia akcji swojej książki w Krakowie, Aciman zdradził, że pracuje nad powieścią dotyczącą skrzypiec zaginionych podczas II wojny światowej. W opisywanym przez niego wątku pojawia się krakowski antykwariusz, który nie chce ujawnić swoich źródeł i odmawia współpracy. – Ale teraz, kiedy jestem w Krakowie, chciałbym to rozwinąć. Nie wiem. Nie wiem, co zrobię – powiedział autor.
Aciman wspomniał również o wizycie w muzeum, gdzie zobaczył dzieło Leonarda da Vinci oraz fotografię zaginionego obrazu Rafaela. Jak zaznaczył, te dzieła mają znaczenie dla historii, nad którą obecnie pracuje. Pisarz zwrócił także uwagę na przeszłość Krakowa i straty, jakich miasto doświadczyło na przestrzeni dziejów. Temat utraconych przedmiotów i dzieł sztuki okazał się bliski zagadnieniom, które podejmuje w swojej twórczości.
Dlaczego André Aciman ciągle pisze o stracie?
Pod koniec wywiadu pisarz został zapytany, czy istnieje jeszcze coś w miłości i ludzkich relacjach, czego nie rozumie i co chciałby zgłębić w kolejnych książkach. W odpowiedzi przyznał, że w gruncie rzeczy od lat powraca do podobnych tematów. – Zawsze pisałem o tym samym, dokładnie o tym samym, tylko za każdym razem w innym przebraniu – powiedział.
Wyjaśnił, że jednym z najważniejszych motywów jego twórczości jest strata. Nie musi ona dotyczyć wyłącznie drugiego człowieka. Może oznaczać również utratę miejsca, przedmiotu lub czegoś, co było częścią dawnego życia. – Ale zawsze będę chciał pisać o stracie, ponieważ jeśli nie piszę o stracie, to piszę o zdobywaniu czegoś, co również jest czymś w rodzaju straty – przyznał.
Zapytany, czy pisanie pomaga mu lepiej zrozumieć te doświadczenia, odpowiedział twierdząco. – Pisząc, odzyskuję wszystko, co utraciłem. I lepiej jest odzyskać to poprzez pisanie, niż znowu zdobyć to fizycznie – podsumował.
Na zakończenie rozmowy André Aciman podziękował za przyjęcie, z jakim spotkał się w Krakowie. Choć przebywał w mieście zaledwie dwa dni, nie ukrywał swojego zadowolenia z wizyty. – A jestem tutaj dopiero dwa dni i było wspaniale. I kocham to miasto. Miasto jest piękne, swoją drogą – powiedział pisarz.














