27 marca 2026 roku mija 20 lat od śmierci Stanisława Lema. Pisarz zmarł w Krakowie i właśnie z tym miastem był związany przez większość powojennego życia. To tutaj mieszkał, pisał, obserwował ludzi i budował własny, surowy sposób myślenia o świecie. Gdy dziś wracamy do Lema, wracamy nie tylko do „Solaris” czy „Cyberiady”. Wracamy też do Krakowa, który nie był dla niego pocztówką, lecz laboratorium idei.
Najprościej byłoby nazwać go klasykiem science fiction i zamknąć temat. Tyle że to za mało. Lem był pisarzem, eseistą i futurologiem, ale przede wszystkim bezlitosnym obserwatorem ludzkich ograniczeń. Interesowała go technologia, lecz jeszcze bardziej interesowało go to, co człowiek robi z wiedzą, której nie rozumie do końca. „Solaris” nie jest przecież tylko opowieścią o kosmosie. To także książka o granicach poznania. „Cyberiada” nie jest samą zabawą formą. To również pokaz siły języka i ironii. „Summa technologiae” z kolei łączy myślenie naukowe z humanistycznym namysłem nad przyszłością.
Jak Kraków stał się miastem Lema
Lem urodził się we Lwowie 12 września 1921 roku. Po wojnie, w 1946 roku, jego rodzina przeniosła się do Krakowa, ponieważ nie chciała przyjąć obywatelstwa ZSRR. Tu kontynuował studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, choć ostatecznie nie przystąpił do egzaminów końcowych. Ten biograficzny szczegół ma znaczenie. Medycyna dała mu dyscyplinę myślenia, a Kraków dał przestrzeń do życia i pracy. Nie był tu przejazdem. Został aż do śmierci.

Kraków jego wyobraźni nie był miastem z folderu
W przypadku Lema łatwo wpaść w pułapkę „wielkiego nazwiska z Krakowa”. Tylko że jego relacja z miastem była bardziej codzienna i mniej pomnikowa. Z oficjalnych miejskich materiałów wiemy choćby, że chętnie odwiedzał antykwariat Kamińskiego przy ul. św. Jana 3, bo przypominał mu ukochaną lwowską wypożyczalnię książek. To drobiazg, ale bardzo wymowny. Pokazuje Lema nie jako odległego geniusza, lecz człowieka przywiązanego do rytuałów czytania, pamięci i miejsc, które pracują na wyobraźnię po cichu.
I może właśnie dlatego Kraków Lema nie kojarzy się z dekoracją. Bardziej z napięciem. Z miastem książek, rozmów, uczelni, bibliotek i pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. To oczywiście interpretacja, ale dobrze pasuje do jego twórczości. U Lema nie ma zachwytu techniką dla samego zachwytu. Jest fascynacja połączona z chłodem, sceptycyzmem i nieufnością wobec łatwych zachwytów. Taki Kraków da się w jego pisaniu wyczuć, nawet jeśli nie zawsze jest nazwany wprost.
Lem pisał o przyszłości, ale trafiał w człowieka
To jeden z powodów, dla których jego książki nie zestarzały się tak, jak starzeją się modne wizje jutra. Lem nie był wróżbitą od gadżetów. Owszem, imponował rozmachem wyobraźni i stawiał pytania, które dziś brzmią zaskakująco świeżo. Sedno leży jednak gdzie indziej. On wiedział, że technologia nie usuwa naszych słabości. Ona je często tylko powiększa. W „Solaris” człowiek zderza się z czymś, czego nie potrafi objąć rozumem. Z kolei w „Cyberiadzie” maszyny bywają śmiesznie ludzkie. Natomiast w „Summie technologiae” przyszłość nie jest fajerwerkiem, lecz polem ryzyka, odpowiedzialności i błędów.

Kraków pamięta o Lemie nie tylko od święta
Miasto nie ograniczyło pamięci o Lemie do rocznicowych przemówień. W 1997 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Spoczywa na cmentarzu Salwatorskim, jednej z ważnych krakowskich nekropolii. Jego nazwisko nosi także Ogród Doświadczeń w Parku Lotników Polskich, działający jako przestrzeń popularyzacji nauki. To bardzo lemowskie. Zamiast patosu mamy ciekawość, eksperyment i sprawdzanie świata na własnej skórze.
Ważne jest też to, że Kraków wracał do Lema nie tylko po jego śmierci, ale również przy okazji Roku Lema w 2021 roku. Miasto podkreślało wtedy, że chodzi nie o martwy pomnik, lecz o autora nadal żywego w obiegu kultury, przekładu i debaty. To dobrze oddaje jego pozycję. Lem nie jest tylko „pisarzem szkolnym” ani lokalną dumą do odfajkowania. To autor, z którym Kraków nadal próbuje rozmawiać.
20 lat bez Lema i wciąż za mało prostych odpowiedzi
Dwie dekady po jego śmierci widać wyraźnie, że Lem wygrał z czasem. Nie dlatego, że wszystko przewidział. Tego mitu nie trzeba powtarzać. Wygrał dlatego, że rozumiał coś bardziej trwałego. Człowiek rozwija narzędzia szybciej niż mądrość. Mnoży informacje szybciej niż sens. Uczy się sterować światem, ale nie zawsze sobą. Brzmi znajomo? No właśnie.
Kraków jego wyobraźni nie był miastem efektownym. Był miastem myślenia. Miastem, w którym można było jednocześnie czytać, wątpić, żartować i rozbierać cywilizację na części. Dlatego 20 lat bez Stanisława Lema nie jest tylko rocznicą. To dobry moment, by znów go czytać. Zwłaszcza dziś, kiedy przyszłość znowu mówi do nas głośno, a my nadal nie mamy pewności, czy naprawdę ją rozumiemy.






