Kraków, jedno z największych i najbogatszych polskich miast, stoi dziś przed potężnym wyzwaniem. Zadłużenie sięga już 7,5 miliarda złotych, a rachunki dopiero zaczynają przychodzić. Miasto, które przez lata funkcjonowało na kredyt, teraz musi zmierzyć się z bolesnymi konsekwencjami własnych decyzji.
Jak Kraków popadł w spiralę długu?
Jeszcze pięć lat temu dług Krakowa wynosił „zaledwie” 3 miliardy złotych. Dziś to już 7,5 miliarda – tyle, ile trzeba by zapłacić za zakup stu nowych pociągów Pendolino. Skąd ten wzrost?
Odpowiedź jest brutalnie prosta: przez lata władze miasta konsekwentnie przesuwały problemy w czasie. Zaciągały kolejne kredyty, odkładały spłatę zobowiązań i udawały, że wszystko jest pod kontrolą. Gdy w 2024 roku prezydentem został Aleksander Miszalski, dług wynosił już 6 miliardów. W ciągu kilku miesięcy wzrósł o kolejne 1,5 miliarda.
Audyt, który otworzył oczy
Tuż po objęciu urzędu, Miszalski zlecił audyt w ratuszu. Jego wyniki? Mówiąc delikatnie – niepokojące. Prezydent przyznał wprost, że pieniądze w mieście „nie były odpowiednio pilnowane”. I chociaż dziś oficjalnie podkreśla, że Kraków „jest na dobrej drodze do poprawy struktury budżetu”, dane mówią same za siebie: miasto dalej się zadłuża.
Co dalej? Jeszcze więcej kredytów
Budżet Krakowa na 2025 rok zakłada kolejne pożyczki – tym razem na 730 milionów złotych. Miszalski tłumaczy to koniecznością kontynuowania inwestycji, rozwoju miasta i dbałości o jakość usług publicznych. Ale dla wielu to tylko kontynuacja starej polityki – zaciągania długów na koszt przyszłych pokoleń.
Co gorsza, za tworzenie projektu budżetu nadal odpowiadają ci sami urzędnicy, którzy robili to za czasów Jacka Majchrowskiego. Efekt? Przewidywalny.

Światło w tunelu? Na razie go nie widać
Krakowscy radni nie kryją frustracji. Aleksandra Owca z partii Razem mówi wprost: „Nie widzę światełka w tunelu”. Jej zdaniem obecna polityka to nie plan naprawczy, a przedłużanie agonii. Zadłużenie rośnie, a prezydent – jak twierdzi – nie przedstawia konkretnych działań, które miałyby wyprowadzić miasto na prostą.
Z kolei radny Łukasz Maślona zauważa, że nowe pożyczki są zaciągane… na spłatę poprzednich. Kraków emituje obligacje z terminem wykupu sięgającym kilkunastu lat. Czyli – zapłaci kto inny, kiedyś.
Podwyżki, które bolą
Zadłużenie to jedno. Drugie – rosnące koszty życia w mieście. Władze planują podnieść opłaty za wywóz śmieci o około 30 proc. Mieszkańcy mają płacić 35 zł miesięcznie za osobę (jeśli segregują odpady). A to dopiero początek – drożeją bilety, miejskie usługi, rosną ceny.
Bogusław Kośmider, były wiceprezydent za czasów Majchrowskiego, a dziś prezes Krakowskiego Holdingu Komunalnego, broni podwyżek, tłumacząc je inflacją. Jednak wielu krakowian nie ma złudzeń – to oni będą spłacać błędy poprzednich ekip.
Kto naprawdę rządził Krakowem?
Nie da się ukryć – Jacek Majchrowski przez lata miał wpływ na wszystko, co działo się w mieście. Ale nigdy nie rządził sam. Przez większość czasu był w koalicji z Platformą Obywatelską. Jeden z jego najbliższych współpracowników – wspomniany Kośmider – dziś znów pełni kluczową funkcję.
Czy więc rzeczywiście doszło do zmiany władzy? Czy to tylko nowe twarze z tymi samymi mechanizmami?
Miasto potrzebuje resetu
Dziś Kraków potrzebuje czegoś więcej niż kolejnych kredytów i PR-owych obietnic. Potrzebuje prawdziwego resetu finansowego. Jasnej strategii, transparentności i odwagi w podejmowaniu trudnych decyzji.
Bo jedno jest pewne: życie na kredyt zawsze kończy się rachunkiem. A ten właśnie trafia do skrzynek wszystkich mieszkańców.
Źródła:
Interia.pl
Radio Kraków
własne






